Let’s travel together.

Widział ciała trzech obcych i rozbity statek – Tajemnica katastrofy w Cape Girardeau

William Huffman był pastorem, który na początku 1941 r. Przeniósł się do Cape Girardeau w stanie Missouri i rozpoczął posługę w kościele baptystów. To właśnie w nowym mieście doświadczył czegoś, co na długie lata stało się wielką rodzinną tajemnicą. Sekret ten znała tylko żona pastora, która na łożu śmierci zdecydowała się podzielić nim ze swoją wnuczką Charlotte Mann.

 

Katastrofa

Był kwiecień 1941 r. Kiedy około godziny 21:30 wielebny otrzymał telefon z biura szeryfa. Na obrzeżach miasta doszło do katastrofy lotniczej. Pastor został poproszony o przybycie i modlitwę za zmarłych oraz namaszczenie śmiertelnie rannego. Mężczyzna wsiadł w swój samochód i po przejechaniu 18 mil dotarł na miejsce. Wtedy też zrozumiał, że nie była to żadna katastrofa lotnicza. Na miejscu roiło się już od policjantów i strażaków, którzy gasili płonące zboża. Ogień rozprzestrzenił się po tym jak o ziemię rozbiło się coś, co dalece odbiegało od wzorca samolotu jaki znamy.

Statek kosmiczny

Na ziemi leżał przełamany na pół, metaliczny spodek. Kiedy pastor zajrzał do środka, jego oczom ukazały się konstrukcje jakich nigdy wcześniej nie widział: moduł dowodzenia składał się z dziwacznych pokręteł, tarcz i wskaźników. Zewsząd zwisały poprzerywane plątaniny kabli, a pośrodku stały stalowe krzesła. Jednak to, co zrobiło na nim największe wrażenie, to inskrypcje i napisy, które wyglądem przypominały egipskie hieroglify.

UFO

Tuż obok wraku, w różniej od siebie odległości, leżały trzy pozaziemskie istoty. Dwie, poniosły śmierć na miejscu, zaś jedna walczyła o oddech. „Oddychał bardzo płytko i patrzył na mnie dużymi czarnymi oczami, w których widziałem smutek. Klęknąłem tuż przy nim i zacząłem się modlić, a kiedy odszedł, to samo uczyniłem z jego nieżyjącymi już towarzyszami. – Opowiadał William. 

 

Po tym jak pastor pobłogosławił zmarłe istoty, do miejsca, w którym leżały podeszło dwóch mężczyzn: „Unieśli jednego, trzymając go pod pachami i pozowali z nim do zdjęcia. Kiedy tak go postawili, dostrzegłem, że mógł mieć około 4 stopy wzrostu, a jego ciało zdawało się być pozbawione kości. Wyglądało jakby było z gumy. Miał także bardzo długie dłonie i palce. Niedługo później na miejscu zdarzenia zjawiło się wojsko. Powiedziano nam, że to co widzieliśmy należy zachować w tajemnicy, ponieważ dotyczy bezpieczeństwa narodowego i nie można o tym nikomu powiedzieć.” 

Wnuczka walczyła o prawdę

Jednak ogrom tego, czego był świadkiem, był zbyt duży dla skromnego i cichego mężczyzny. Już po powrocie do domu, William postanowił opowiedzieć o wszystkim żonie, która nie tylko od razu uwierzyła w jego historię, ale także przyrzekła dochować tajemnicy. Tak też pozostało do momentu, w którym umierająca na raka kobieta, postanowiła wyznać prawdę swojej wnuczce.

Charlotte, przelała opowieść babci na papier, a list wysłała do słynnego amerykańskiego ufologa. Leonard Stringfield (1920–1994), szczególnie interesował się historiami o rozbitych latających spodkach. Pisarz podzielił się listem od Charlotte w jednej z wielu swoich książek pt.„UFO Crash / Retrievals: The Inner Sanctum, Status Report VI”. Na tym się jednak nie skończyło. Historia ta została także opisana w książce George Dudding’a pt.Cape Girardeau 1941 UFO Incident”, oraz w filmie dokumentalnym Wood & Wood LLC. Podczas pracy nad filmem, Charlotte odwiedziła archiwum w Waszyngtonie: 

„Uzyskaliśmy potwierdzenie na autentyczność opowieści mojego dziadka, udając się do archiwum w Waszyngtonie. Tam widziałam ściśle tajny, odtajniony dokument, który stwierdzał, że w 1941 r. W Cape Girardeau w stanie Missouri rzeczywiście doszło do wypadku.”

Jeśli historia wielebnego faktycznie jest prawdą, oznacza to, że amerykanie przetrzymują gdzieś wrak statku jak i ciała obcych.

Autor, Dorota Ortakci.

This slideshow requires JavaScript.

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.