Let’s travel together.

Nasz nowy wymarzony dom

Kiedy zobaczyłem ten dom, pomyślałem, że to wspaniała okazja. Pomimo, że po 10 latach stałej pracy zostałem zwolniony, a moja żona trzymała w ramionach naszego maleńkiego synka, poczułem, że jest to okazja. Okolica była wiejska, najbliżsi sąsiedzi mieszkali kilkadziesiąt metrów dalej, a właściciel domu, który nagle zmarł pozostawił po sobie meble i większość przedmiotów użytku codziennego. Czego można chcieć więcej?

 

Nim agentka przedstawiła nam cenę wywoławczą, opowiedziała coś, co wówczas wraz z żoną Molly uważaliśmy za zabawną historię. Otóż jak się okazało, nasz wymarzony wiejski domek, na przestrzeni lat niejednokrotnie był odwiedzany przez badaczy zjawisk paranormalnych, którzy wierzyli, że jest nawiedzony. Chyba nie ma, a przynajmniej nie było większych sceptyków niż ja i moja Molly. Prędzej wierzyliśmy w życie na Marsie niż w duchy, wampiry czy tym podobne twory. Agentka nie znała dokładnych szczegółów, ale twierdziła, że dom jest już czysty i zaraz po tym sfinalizowaliśmy transakcję.

Nasz pierwszy tydzień w nowym miejscu był bardzo spokojny. Ja i Molly zajęliśmy sypialnie na górze, a mały Ethan przytulny pokoik obok.  Była jeszcze trzecia sypialnia, co wywołało zainteresowanie Molly kolejnym dzieckiem. Moja żona była piękna, miała długie brązowe włosy i czekoladowe oczy. Jej niewielkie azjatyckie dziedzictwo widoczne było w małym skosie jej oczu. Miała piękne ciało i aksamitną skórę. Mogła być z niego naprawdę dumna, ponieważ nie było na nim żadnego śladu niedawnej ciąży, więc tym bardziej nie miałem nic przeciwko, żebyśmy postarali się o kolejne dziecko. W końcu wspólny czas w sypialni, lubiłem najbardziej. Tak właśnie upłynął nam pierwszy tydzień w nowym domu.

Problemy zaczęły się dokładnie ósmego dnia po wprowadzeniu i z pewnością można je było przypisać domowym usterkom, chociaż rozumiem dlaczego ktoś z obsesją na punkcie zjawisk paranormalnych od razu zakładał, że to sprawka duchów. Jako pierwsza, ofiarą złośliwości domu padła Molly, kiedy biorąc prysznic, nagle zaczęła lecieć zimna woda. Było to o tyle dziwne, że we wszystkich kranach w całym domu, woda leciała ciepła. Nie byłem w piwnicy od momentu, w którym się wprowadziliśmy, więc przyszła na to pora. Podczas oględzin zauważyłem dziwną architekturę, która była fundamentem mojego nowego domu. Nigdy nie byłem dobry z historii,  ale niektóre rzeźby przypomniały mi to co widzieliśmy z Molly w starym rzymskim kościele podczas naszego miesiąca miodowego w Irlandii. 

Podgrzewacz wody znajdował się w rogu piwnicy, w jej bardziej nowoczesnej części. W szafce z grzejnikiem nie było nic poza większą ilością pajęczyn, które zostały porzucone przez swoich twórców. Zastanawiałem się ile czasu minęło odkąd ktoś sprawdzał to urządzenie, ponieważ żeby się do niego dostać musiałem naprawdę trochę się namęczyć z tymi pajęczynami. Mimo, że wcześniej mówiłem, że nie wierzę w nieznane i tajemnicze czułem dziwny niepokój przebywając w tym miejscu. Zupełnie tak jakby ktoś mnie obserwował. Nie zastanawiając się nad tym czego właśnie doświadczam, przekręciłem szybko zawór i pobiegłem na górę aby sprawdzić prysznic. Ciepła woda znów działała, a ja nadal miałem na karku zjeżone włosy. Wtedy nie wiedziałem, że to dopiero początek.

W późniejszych dniach, zdarzały się kolejne „cuda”, ale na wszystko znajdowałem logiczne wytłumaczenie- od zaginionego telefonu, po brakujące sztućce, które później pojawiały się w dziwnych miejscach. Potem były światła. Mówiąc to, mam na myśli, że światła włączały się i wyłączały pozornie przypadkowo, nawet jeśli ktoś był w pokoju. Sprawdzałem wiele razy czy nie była to wina złego okablowania, ale nie jestem elektrykiem. W końcu postanowiłem wezwać fachowca. 

Elektryk był dzieckiem, które dopiero co skończyło szkołę i zachowywał się tak, jakby posiadał wiedzę na całe życie. Zaprowadziłem go do piwnicy i skrzynki z obwodami, a on wymamrotał coś o długiej pracy i zabrał się do oglądania przewodów. Znalazłem wolne od kurzu krzesło i postanowiłem poobserwować jego pracę. Nauczyło mnie tego wcześniejsze doświadczenie. Nikomu nie można ufać. Pomyślałem, że moja obecność wystarczy, aby powstrzymać wszelkie myśli o kradzieży. W momencie, w którym chłopiec badał kilka przewodów, które przechodziły przez starą część piwnicy, usłyszałem hałas. Zabrzmiało to jak dźwięk skrobania, po którym nastąpił szmer i świst powietrza. Wstałem, żeby zbadać sprawę, kiedy przerażony dzieciak dosłownie na mnie wpadł.

„Spal to, człowieku. Spal tą ruderę” – mówił, zderzając się ze mną; jego skóra była blada, a oczy rozszerzone. Zapytałem żartem, czy widział ducha; jego milcząca reakcja na to pytanie była bardziej przerażająca niż jego wygląd. Elektryk prawie wyłamał drzwi kuchenne, gdy wybiegł na zewnątrz do swojej ciężarówki. Kiedy dotarłem do drzwi, dzieciak wycofywał się z podjazdu i po chwili już go nie było. Nigdy nie widziałem nikogo tak wystraszonego i co ciekawe, wróciłem do piwnicy, żeby sprawdzić co dzieciaka mogło tak śmiertelnie wystraszyć.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę to książka. Wybiegając z piwnicy rzuciłem ją na ziemię, a teraz leżała jak gdyby nigdy nic na stoliku, a skrawek papieru pełnił rolę zakładki, mimo, że ja go tam nie wkładałem. Włożyłem książeczkę z powrotem do kieszeni i przeszedłem na drugą stronę piwnicy, gdzie ostatnio był elektryk. Wydawało się, że znajduje się w części piwnicy, gdzie stare i nowe części zostały zmieszane z artystycznym wdziękiem. Pociągnąłem jeden z przewodów i wydałem ten sam dźwięk drapania, który słyszałem wcześniej. Ruszyłem do przodu aby zbadać obszar, kiedy usłyszałem dźwięk, który natychmiast skupił moją uwagę; płaczące dziecko. 

Pobiegłem po schodach, aby znaleźć Ethana leżącego w swoim łóżeczku. Płakał, gdy go podniosłem, a gdy go przytuliłem, złapał moją bluzę małymi rączkami. Okrążałem pokój, próbując go uspokoić, ale nic nie działało. Postanowiłem go nakarmić i wyszedłem na korytarz. W momencie, w którym opuściliśmy pokój, Ethan przestał płakać. Spojrzałem na niego i wróciłem do pokoju. Znów zaczął płakać, zawodząc, jakby nawiedzało go coś, czego nie mogłem zobaczyć. Udaliśmy się do kuchni, gdzie przygotowałem mu jedzenie, a następnie ułożyłem go w naszej sypialni. Kiedy Molly wróciła do domu, nadal spał.

„Jestem w domu” – zawołała jak zawsze i reszta dnia upłynęła nam spokojnie, jednak tej nocy obudził nas krzyk Ethana. Kiedy Molly przyniosła go do naszej sypialni, płacz ustał i mały spokojnie zasnął. Przez kolejne noce próbowaliśmy przemycić dziecko do jego łóżeczka, ale za każdym razem kończyło się tak samo. Postanowiłem więc bliżej przyjrzeć się temu pokojowi. Sprawdziłem łóżeczko, zabawki, a nawet dywan, ale nie znalazłem niczego co mogłoby przestraszyć dziecko. Do momentu w którym nie spojrzałem w lustro i nie uświadomiłem sobie, że w pokoju jest jeszcze ktoś inny; Mężczyzna, niemal mojego wzrostu, stary z łysiną w czarnym garniturze i czarnym krawacie. Nie sppatrzył na mnie, ale po odbiciu mogłem stwierdzić, że jego oczy świeciły miękkim czerwonym światłem jak stara żarówka. Następnie odwrócił się i nie okazując żadnych emocji zniknął. 

Nie wiem czemu, ale w pierwszej chwili sięgnąłem do kieszeni po książkę, która była zwykłą opowieścią o grupie dzieciaków, które utknęły na wyspie. Przewertowałem kartki docierając, do  skrawku papieru, który został użyty jako zakładka. Był to podarty kawałek gazety, który pożółkł ze starości i reklamował kilka małych firm w okolicy.  Jedno z ogłoszeń otoczone było ciemną substancją, którą natychmiast rozpoznałem. W mojej poprzedniej pracy widziałem wiele krwi i tak dobrze zapamiętałem jej kolor, że nawet wyobrażałem sobie, że jest to kolor niezbędny w pudełku po kredkach. Znałem także kolor krwi, która wysychała na papierze. Miał brązowawy odcień z odrobiną czerwieni- im dłużej tam była, tym mniej było czerwieni.

Mimo, że gazeta była bardzo stara postanowiłem wykręcić oznaczony numer. Kiedy czekałem, aż ktoś się zgłosi, rozważałem rozłączenie się, ale nim zdążyłem to zrobić, ktoś po drugiej stronie podniósł słuchawkę.

„W czym mogę pomóc?” Zapytała starym falującym głosem, przypominającym głos mojej mamy. 

Spojrzałem na gazetę i zmarszczyłem brwi: „Przepraszam mam zły numer”

„Czy szukasz Madam Oracle?” Zapytała. Nie spodziewałem się pytania, ale takie było nazwisko na papierze.

„Tak” Odpowiedziałem, bojąc się tego co powie dalej.

„Nazywam się Pani Wyrocznia albo byłam nią kiedy byłam młodsza” – śmiała się i kaszlała przez chwilę. „Mój wnuk pracuje ze mną i zaczęliśmy to kilka lat temu”.

„Och, cóż, mam nadzieję, że możesz mi pomóc, ja… „ Zacząłem mówić, kiedy mi przerwała.

„Znalazłeś ten numer telefonu i podejrzewasz, że Twój dom może być nawiedzony”.

„Skąd wiedziałaś?”

„To tylko szczęśliwy traf”. Coś mi mówiło, że ma więcej do powiedzenia. 

„Sądzę również, że jesteś sceptyczny co do zjawisk paranormalnych. Cóż, mogę was zapewnić, że postępujemy w bardzo dokładny, naukowo bezstronny sposób. Jak tam jutro po południu? ”

„Ale nie powiedziałem, co się dzieje”.

Nie ma potrzeby, kochanie. Znam twój adres; ID dzwoniącego.” Roześmiała się i odłożyła słuchawkę. 

W tamtym czasie było to najdziwniejsze doświadczenie w moim życiu, drugie po tajemniczym mężczyźnie, którego ciągle widywałem w pokoju mojego syna. Ale byłem zdeterminowany, aby rozwiązać zagadkę tego co dzieje się w moim domu i jeśli szalony nietoperz, z którym właśnie rozmawiałem, mógłby pomóc, niech tak będzie. 

Nie powiedziałem Molly o tym, co zrobiłem. Byłoby lepiej dla nas obojga, gdybym sam musiał żyć wspomnieniami z tego wydarzenia. Kiedy Molly następnego dnia poszła do pracy, położyłem Ethana w łóżeczku i czekałem na przyjście kobiety. Dzwonek zadzwonił minutę po pierwszej i z obawą otworzyłem drzwi.

Nazywała się Bethany Warwick; miała prawie osiemdziesiąt lat i podtrzymywała swoje zgarbione ciało laską. Jej włosy były białe jak śnieg, a grube czarne okulary przeciwsłoneczne zasłaniały oczy. Miała na sobie proste ciuchy, takie same, jakie nosiłaby moja starzejąca się matka. Było z nią dwóch mężczyzn. Jednym z nich był Theodore Warwick, wnuk Bethany, a drugim Francis Conway. Theo, jak się przedstawił, był młodszy ode mnie, przed dwudziestką, miał przycięte czarne włosy i cienkie brwi na głęboko osadzonych oczach. Jego oczy były małe, poruszały się w przód i w tył jak nerwowa mysz wypatrująca podchodzącego kota. Miał na sobie koszulkę polo i spodnie khaki, trzymając przy sobie dużą walizkę. Francis był niższy od Theo, ale mniej więcej w tym samym wieku, z jaśniejszym wyglądem, który wskazywał na jego pogodną postawę. Nosił koszulę z napisem „Do kogo zadzwonisz?”Miał na sobie dżinsy z rozciętymi kolanami i nosił walizkę taką jak Theo.

Położyli swoje rzeczy na kuchennym stole, jednym z elementów, który trafił do ​​domu dzięki poprzedniemu właścicielowi, i pokazali mi swoje gadżety. Mieli coś, co nazywało się detektorem EMF, który potrafił wykrywać zmiany w elektryczności w powietrzu, oraz czuły rejestrator mikrofonu, dzięki czemu mogli zadawać pytania i nagrywać odpowiedzi. Do tego kilka kamer wyposażonych w lunety termowizyjne i czujniki ruchu, a także proste narzędzia, takie jak śrubokręty i młotki. Dostałem aparat i poinstruowano mnie, jak go właściwie używać: Zrób kolejno trzy zdjęcia z tego samego miejsca”. Bethany wyszła na prowadzenie i bez najmniejszej ode mnie wskazówki zaprowadziła nas do pokoju dziecka i zatrzymała się plecami do wiszącego na drzwiach lustra.

„Panowie, przygotujcie swoje urządzenia; Połączę się z nim. Nie bój się, jeśli kamery przestaną działać ”. Kiedy zaczęła śpiewać coś niskim głosem, nasza trójka patrzyła w lustro. Widziałem już tajemniczego mężczyznę; to była tylko kwestia czasu, zanim oni też go zobaczą. Nie musieliśmy długo czekać; stary łysy mężczyzna pojawił się za nami. Theo, który trzymał detektor pola elektromagnetycznego, prawie krzyknął z zaskoczenia, gdy mały gadżet zaczął uzyskiwać wysokie odczyty, które nie były normalne dla domu; odczyty, które były śmiertelne dla ludzi. Francis zadawał pytania, a ja powinienem zrobić zdjęcie, ale aparat wyłączył się w mojej dłoni i nie chciał się włączyć.

Jeśli obecność mężczyzny nie była wystarczająco przerażająca, kiedy przechodził przeze mnie, prawie zemdlałem. Mówił coś, co miałem nadzieję, że Francis był w stanie nagrać, a potem rzucił się na Bethany, dusząc ją i dławiąc jej słowa. Theo rzucił się na ratunek, choć trudno było wiedzieć, co robić. 

„Odejdź, nie jesteś tu mile widziany”. Jej głos był chrapliwy, ale duch w odpowiedzi ją puścił i zniknął, a starsza kobieta straciła przytomność. Kiedy czekaliśmy na przybycie karetki, Francis odtworzył nagranie, żebyśmy mogli posłuchać. Na początku był to tylko dudnienie, ale potem dało się słyszeć wyraźny, gruby głos. 

„Zadzwoniłem (niesłyszalne) do Petera Fostera; Byłem księdzem (niesłyszalne). Ta ziemia (niesłyszalne) kościół; w tym pokoju mieszkałem. Udawałem, że jestem chrześcijaninem (niesłyszalne); pod moimi stopami jest wejście do prawdziwego kościoła (niesłyszalne), którego nigdy nie zobaczysz ”.  Tutaj duch zaatakował Bethany, a Theo krzyknął, zmuszając Francisa do przerwania nagrywania.

W tym momencie babcia, o której myśleliśmy, że jest nieprzytomna, przerwała ciszę; „Sekretne drzwi… piwnica”. Tylko tyle mogła powiedzieć, ale to zaskoczyło w mojej głowie. Theo chciał zostać z babcią do przybycia sanitariuszy, więc Francis i ja poszliśmy do piwnicy, gdzie elektryk zobaczył coś, co go przeraziło. Pokazałem mu wyciągane przewody, a Francis obejrzał otwory. Pokazał mi, że ta część ściany zajmuje niewielką przestrzeń. Nie wiedziałem robić, ale Francs tak; wziął młotek i wybił dziury w ścianie, aż ta była na tyle słaba, że ​​mogła się złamać. 

To, co myśleliśmy, że jest alkową, było w rzeczywistości szczytem zestawu kamiennych schodów schodzących w ziemię. Francis dał mi latarkę i powoli weszliśmy w ciemność. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale było to bardziej przerażające, niż mogłem sobie wyobrazić. Pajęczyny i małe kości stworzeń wypełniały korytarz, gdy szliśmy w dół do ośmiokątnego pokoju. Pośrodku znajdował się dół z rozkładającą się materią, którą Francis zidentyfikował jako drewno na opał, oraz rzeźba od podłogi do sufitu. Rzeźba bestii, której nie rozpoznałem.

Miała ponad dwanaście stóp wysokości i prawie taką samą szerokość, ale nie przedstawiała niczego, co istniało poza wyobraźnią. Stwór miał głowę podobną do kobry, która łączyła się z ludzkim ciałem, którego nogi połączyły się, tworząc ogon dwukrotnie dłuższy od głowy i ciała stwora. Miał sześć ramion, cienkich jak u owada i parę skrzydeł, które przypominały skrzydła nietoperza. Stwierdziłem, że aparat zwisający z mojej szyi nadal działa, więc zrobiłem zdjęcia tak, jak mi polecono. Po mojej lewej stronie rozległ się trzask i obróciłem się w kierunku wejścia do ciemnej jaskini. Bez namysłu zrobiłem trzy kolejne zdjęcia i czekałem, robiąc jeszcze trzy przed opuszczeniem aparatu. Spojrzałem na Francisa, który był równie przestraszony jak ja. Kiedy zasugerował, żebyśmy wyszli, nie miałem zamiaru się spierać. 

Kiedy wróciliśmy do salonu, sanitariusze właśnie wjeżdżali na podjazd. Na szczęście Bethany wydawała się być w lepszym stanie. Spojrzała na mnie przez te ciemne okulary i uśmiechnęła się. „Kiedyś przyszłam do tego domu i zdecydowałam, że nie jest nawiedzony”, zakaszlała lekko, „Teraz wiem, że to dlatego, że nie jest nawiedzony, jest zarażony. Tak wiele dusz utknęło tutaj; to nie jest miejsce na wychowanie dziecka ”. 

Kiedy zostałem sam, zdałem sobie sprawę, że zapomnieli o aparacie, który nosiłem. Uruchomiłem go drżącymi palcami i zacząłem przeglądać zdjęcia. Widząc je zmieniłem całe moje spojrzenie na życie i nigdy więcej nie będę wątpić w istnienie zjawisk paranormalnych.

Pierwsze zdjęcie wyglądało jak zdjęcie jaskini z dziwnie wyglądającym stalaktytem po prawej stronie. Drugie zdjęcie przedstawiało tę samą jaskinię, ale teraz na obrazie pojawiło się rozmycie i stalaktyt zniknął. Na trzecim zdjęciu stalaktyt przesunął się na lewą stronę obrazu. Kolejne fotografie, które zostały wykonane po upływie kilku chwil, przedstawiały coś czego nie sposób opisać słowami. To co było rzeźbą ożyło i z każdym zdjęciem było bliżej mnie. Gdyby Francis nie zasugerował nam odejścia, zostalibyśmy zaatakowani przez obcą istotę.

Kiedy Molly wróciła do domu, musiała zaparkować na ulicy, ze względu na liczne wozy strażackie i policyjne, które wypełniały podjazd i trawnik przed domem. Nie miałem wyjścia, musiałem podpalić ten dom i to co się w nim znajduje. 

Kiedy ogień trawił wszystko, łącznie z piwnicą, zjawił się nasz najbliższy sąsiad, który był pośrednikiem w obrocie nieruchomościami. „Taki wstyd; ten dom potrzebował dobrych wspomnień ”.

„Co to znaczy?” Zapytała Molly?

Och, chyba zapomniałem powiedzieć ci o poprzednim właścicielu. To był błąd, biorąc pod uwagę okoliczności jego śmierci. Człowiekiem, który był właścicielem tego miejsca był Mark Craftsman. Przebudował większość tego miejsca, a dokładniej, zmienił kościół w dom. Powinnam była ci powiedzieć, że niektórzy ludzie są przesądni, jeśli chodzi o życie w starym kościele.

Jeszcze kilka lat temu wszystko wydawało się być w porządku, ale w końcu nie dało się nie zauważyć, że Mark zaczął sypiać w kamperze na zewnątrz swojego domu, gdzie w końcu zmarł. To miało miejsce tuż przy drzwiach do piwnicy. Przepraszam, że to zataiłam.

„W porządku” – chciałem ją o tym zapewnić. „A co z tymi badaczami zjawisk paranormalnych, o których wspomniałaś”?

„To dziwna historia. Przyjechała ta jasnowidzka z miasta… Myślę, że miała na imię Madam Oracle. Podobno była w piwnicy, kiedy coś jej się stało. Wypaliło jej oczy i nosi teraz ciemne okulary.”

Autor, Dorota Ortakci.

 

 

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.