Let’s travel together.

Gnijąca panna młoda – historia pewnego ślubnego butiku

W marcu 1930 roku, w witrynie ślubnego butiku Pascuala Esparza w Chihuahua w Meksyku, stanął ślubny manekin. Nic w tym niezwykłego prawda? A jednak debata odnośnie damskiego manekina w sukni ślubnej trwa już przeszło 90 lat i do tej pory nie udało się odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie: czy manekin to w rzeczywistości zabalsamowane zwłoki?

 

Tragiczna śmierć w białej sukni

W odległych latach trzydziestych, kiedy ten konkretny salon nie cieszył się jeszcze wielką sławą, właściciele szykowali swoją jedyną córkę do zamążpójścia. W dniu swojego ślubu, piękna, młoda i zakochana dziewczyna stała w pokoju przed lustrem, podziwiając siebie w śnieżnobiałej sukni ślubnej, kiedy została ukąszona przez pająka. Nie był to jednak zwykły pająk, ale jadowita czarna wdowa. W starciu ze śmiercionośnym jadem, przyszła panna młoda nie miała szans i wkrótce później zmarła.

Dekoracja sklepowej witryny

Niedługo później, a dokładniej 25 marca 1930 r. W butiku stanął manekin, który zwrócił na siebie uwagę wszystkich mieszkańców Chihuahua. Ludzie przystawali przed sklepową witryną i przecierali oczy ze zdumienia. Manekin przyodziany w suknię ślubną, nie tylko wyglądał jak żywy, ale przede wszystkim był uderzająco podobny do zmarłej córki właścicieli. Jego uderzający realizm wprowadzał wręcz w osłupienie: różowe policzki, szklące oczy, falujące włosy, brwi, rzęsy i dłonie z widocznymi żyłkami… Wszystko to sprawiało, że przechodnie czuli się nieswojo.

Zabalsamowana

W kolejnych latach klienci twierdzili, że oczy La Pascuality podążają za nimi, gdy chodzą po sklepie i oglądają ślubne kreacje. Pojawiały się także doniesienia, że manekin sam zmienia pozycję, bądź przechyla głowę. Obecność panny młodej z wystawy irytowała nawet pracowników sklepu: „Za każdym razem, gdy zbliżam się do Pascuality, pocą mi się ręce. Jej dłonie są bardzo realistyczne, a na nogach ma nawet żylaki. Uważam, że jest prawdziwą osobą ”. – Mówił jeden z nich.

Plotka, że Pascualita to w rzeczywistości zabalsamowane zwłoki nieszczęsnej panny młodej, szybko zyskała na popularności i stała się najpopularniejszą legendą miasta. Jeśli chodzi o właścicieli sklepu, nigdy tych plotek nie próbowali dementować. Nie zezwoli także na wykonanie badań, które ostatecznie rozwiązałyby zagadkę tajemniczego manekina.

Teorie

Przez dziesięciolecia wiele osób debatowało na temat prawdziwego pochodzenia La Pascuality; od ekspertów w dziedzinie branży pogrzebowej po amatorów. W przeważającej większości eksperci zgadzają się, że La Pascualita nie jest zabalsamowaną zmarłą. Aby zwłoki pozostały w tak nieskazitelnym stanie, przede wszystkim musi sprzyjać im otoczenie, a jak wiadomo manekin przez kilkadziesiąt lat narażony był na palące przez szybę, meksykańskie słońce. Prócz tego, balsamowanie wymaga ciągłej pracy i poprawek, co jest raczej nie możliwe do zrealizowania w maleńkim butiku. A nawet gdyby to wszystko udało się osiągnąć, jest mało prawdopodobne, aby przez kilkadziesiąt lat zwłoki wyglądały tak idealnie.

Zwolennicy teorii o zwłokach, twierdza jednak, że nawet najlepszy lalkarz lat 30 XX wieku, nie byłby w stanie tak wiernie odwzorować ludzkich dłoni, żylaków na nogach czy zmarszczek wokół oczu. Oprócz tego nie dało się nie zauważyć, że z biegiem lat, dłonie manekina odbarwiły się, wyschła na nich skóra, posiwiały paznokcie, a dodatkowo zaczęły się one oddzielać od naskórka – dokładnie tak jak w przypadku osoby zmarłej.

Jeśli chodzi o obecnego właściciela butiku to i on strzeże tajemnicy pochodzenia manekina, ale nie ma co się dziwić. W końcu to dzięki niemu, sklep cieszy się tak dużą popularnością.

Autor, Dorota Ortakci.

This slideshow requires JavaScript.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.