Let’s travel together.

Czy Zygmunt Adamski został porwany przez UFO? Tajemnicza śmierć Polaka w Anglii.

W środę, 11 czerwca 1980 roku Trevor Parker, pracownik i syn właściciela lokalnego składu węgla w Todmorden w Anglii, pojawił się w pracy, aby przygotować transport węgla. Podczas codziennych czynności na szczycie czterometrowej hałdy węgla dostrzegł coś dziwnego. Gdy podszedł bliżej, jego oczom ukazało się ciało mężczyzny…

Ziggy

Widok mężczyzny tak przeraził młodego człowieka, że nie sprawdził nawet czy nieznajomy żyje i czym prędzej pobiegł do najbliższego telefonu i wezwał policję i karetkę pogotowia. Mężczyzna nie żył, a przybyli na miejsce policjanci szybko ustalili tożsamość mężczyzny. Był nim Zigmund „Ziggy” Adamski.

Zygmunt Adamski urodził się 17 sierpnia 1923 roku w Polsce. Po II wojnie światowej mężczyzna wyemigrował do Anglii, gdzie w 1951 roku ożenił się z Leokadią, zwaną przez wszystkich Lottie. Para zamieszkała w Tingley, a Zygmund podjął pracę w kopalni węgla Lofthouse Colliery.

Mili i spokojni ludzie

Niestety, Lottie zachorowała na stwardnienie rozsiane, a jej choroba postępowała tak szybko, że kobieta potrzebowała coraz więcej opieki.  W związku z tym, oraz pogarszającym się stanem jego zdrowia, mężczyzna starał się o wcześniejszą emeryturę. Zigmund od kilku miesięcy przebywał na zwolnieniu lekarskim ze względu na chorobę płuc powstałą w wyniku wieloletniego wdychania pyłu węglowego.

O państwie Adamskich mówiło się, że byli miłymi i spokojnymi ludźmi. Nie mieli wrogów, ani żadnych większych problemów, oprócz tych ze zdrowiem.

Zaginięcie

W piątek, 6 czerwca 1980 roku, około godziny 15:30 57-letni Zigmund powiedział żonie, że wybiera się do sklepu i zaraz wróci. Następnego dnia, Adamscy mieli się udać na wesele chrześnicy Zygmunta. Mężczyzna się jednak na nim nie pojawił. Nie pojawił się również tamtego dnia w domu. Przez kolejnych pięć dni nikt nie miał pojęcia co się dzieje z Zygmuntem.

Hałda

11 czerwca 1980 roku, chwilę przed godziną 16, pracownik i syn właściciela składu węgla w Todmorden ( 30 km od domu Adamskiego) odkrył jego ciało na czterometrowej hałdzie węgla.

„Szykowałem się do ostatniego kursu. To ciało po prostu tam leżało. Nie wiedziałem początkowo, czy ten człowiek żyje czy nie. Bardzo się przestraszyłem i zadzwoniłem po policję i karetkę. Nie chciałem być tam sam. Widok jego ciała sprawił, że się dziwnie czułem. Nie mam pojęcia, jak ten człowiek dostał się na plac, ale jestem pewien, że nie było go tam, kiedy wcześniej ładowałem tam węgiel.”

Trevor Parker ładował się wcześniej o godzinie 11 i był przekonany, że ciała tam nie było. To oznacza, że w tym czasie, w jakiś sposób, niepostrzeżenie Zygmund lub jego ciało musiało się tam znaleźć. Co ciekawe, odzież jaką miał na sobie nie była kompletna, brakowało koszuli, zegarka i dokumentów. A reszta, którą miał na sobie, czyli m.in. płaszcz i spodnie były nieskazitelnie czyste i źle zapięte. Na ciele mężczyzny nie odkryto żadnych ran świadczących o tym, że padł ofiarą przestępstwa. A jedyne co zwróciło uwagę policji, były dziwne ślady poparzeń na głowie i plecach. Ślady te miały okrągły kształt i pokryte były czymś w rodzaju maści, zieloną mazią nieznanego pochodzenia.

Sekcja zwłok

Koroner, któremu przyszło zbadać ciało, powie później podczas wywiadu, że była to najbardziej niezwykła sprawa w jego całej karierze. Jako, że nie znaleziono żadnych śmiertelnych ran na ciele Adamskiego, uznano, że przyczyną śmierci był zawał serca. Czas śmierci określono na 11 czerwca, między godziną 11 a 13, a poparzenia prawdopodobnie powstały dwa dni wcześniej. Ciało zmarłego było czyste, a na twarzy miał jednodniowy zarost.

Zagadką była też substancja, która pokrywała rany denata. Nigdy nie ustalono czym była ta dziwna maź, ani jej składu. Policji udało się ustalić, że w ostatnim czasie mężczyzna nie był przyjmowany w żadnym szpitalu ani poradni. Skąd więc się tam wzięła? Czy była lekarstwem? A może przyczyną poparzeń? Tego nie wiemy po dziś dzień. Śledczych zastanawiał też grymas przerażenia na twarzy Zygmunta. Co tak przestraszyło mężczyznę?

Bez śladu

Inną ciekawostką dotyczącą sprawy Adamskiego, był fakt, że wokół hałdy nie było żadnych innych odcisków butów, oprócz tych należących do Pakera. Wyglądało to tak jakby mężczyzna został jakimś sposobem wrzucony na stertę węgla lub upuszczony z góry. Potwierdzał to też nienaganny stan jego odzieży. Gdyby wspinał się na hałdę miałby brudne ubranie. Gdyby ktoś go tam zaciągnął, pozostawiłby ślady stóp. Alan Godfrey, obecnie emerytowany policjant któremu przydzielono tą sprawę jest przekonany, że za sprawą Adamskiego stoi obca cywilizacja. W listopadzie 1980 r., pięć miesięcy po śmierci Zygmunta, Godfrey również przeżył spotkanie z UFO niecałą milę od wspomnianego wcześniej składowiska węgla.

Godfrey

28 listopada 1980 roku, gdy rankiem Godfrey kończył swój nocny patrol, zobaczył jakiś dziwny obiekt unoszący się nad ziemią. Obiekt był okrągły i obracał się wokół własnej osi. Mężczyzna zdołał go naszkicować zanim obiekt zniknął z jego pola widzenia. Zanim jednak obiekt się oddalił, oczy mężczyzny uderzył silny błysk światła, który go oszołomił. Gdy Godfrey doszedł do siebie, znajdował się kilka metrów od miejsca gdzie stał chwilę wcześniej. Jak się okazało, ta chwila trwała około 30 minut…

Na występowanie dziwnych zjawisk w tamtym czasie, w tamtej okolicy skarżyło się wielu lokalnych mieszkańców, w tym stróży prawa.

Teorie

Wracając do sprawy Adamskiego, niektórzy spekulowali, że Ziggy został przez kogoś uprowadzony, a następnie zamordowany. Inni wierzyli, że został porwany przez kosmitów, a jego ciało porzucono na stosie węgla po tym, jak istoty pozaziemskie przeprowadziły eksperymenty na jego ciele. Inni wysuwali teorie, że został zabity przez KGB lub zmarł w wyniku uderzenia pioruna kulistego.

Tak czy inaczej, nigdy nie udało się ustalić co tak naprawdę przytrafiło się Zygmuntowi Adamskiemu. Czy nasz rodak został uprowadzony przez UFO?

This slideshow requires JavaScript.

Autor, KaMa.

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.